Rozwód przed ślubem

Jakiś czas temu, przeglądając grupy ślubne przeżyłam szok i niedowierzanie czytając o tych wszystkich historiach odnośnie przygotowań do ślubu. Przyznam szczerze, że w głowie mi się to nie mieściło, jak ludzie, którzy chcą spędzić ze sobą resztę życia, w momencie planowania wesela dostają małpiego rozumu i o mało się nawzajem nie pozabijają. Nie mogłam zupełnie tego zrozumieć. Zastanawiałam się czemu tak jest, że tyle ludzi dostaje tej ślubnej gorączki i nagle zaczynają się kłócić o byle co. Od początku miałam świadomość, że stres będzie nieunikniony, ale jak popatrzeć na to z boku, to ta wojna, którą toczą ze sobą pary to chyba jakaś paranoja.. Za chwilę będą sobie „coś” ślubować, a  chwilę przed tym kłócą się o kolor kremu na torcie.

Co się dzieje z ludźmi?

Nazywałam to jakiś czas temu właśnie PARANOJĄ. I miałam w tym momencie przed oczyma te wszystkie „arystokratki” co to wszystko chcą kontrolować, muszą mieć wszystko najlepsze.. suknię najdroższą, salę najbogatszą, dekoracje najpiękniejsze, wszystko jak najbardziej oryginalne, z dużą toną brokatu, nadęte bezy. I ich panowie, mężowie przyszli co ogólnie to mają wszystko gdzieś, ale jak przychodzi co do czego to znajdzie się powód do zaczepki. I gdzie w tym wszystkim miłość? Gdzie element kluczowy całego wydarzenia? Małżeństwo.. patrząc na takie osoby to dla mnie fikcja.

Przysięga

Mam wrażenie, że spora część osób stojących przed ołtarzem nie rozumie nawet słów przysięgi, które do siebie wypowiadają. Nie wiedzą co mówią, co robią. Idą według schematu, po co? Żeby zadowolić siebie czy bliskich? A może po prostu, dla zasady, bo tak się powinno.. Bo piękna suknia i sala jak z bajki, i samochodem fajnym się przejedziemy, bo zdjęcie będzie można na fejsa wkleić i się pochwalić jak to ładnie wyglądamy, jaka ta moja żona piękna, jaki ten mój mąż cudowny, a za chwilę już się prawie nie znamy, bo się pożarliśmy, znowu o jakieś gówno, ale tak naprawdę to wcale nam na sobie nie zależy, tylko już z przyzwyczajenia, bo trzeba się kiedyś ustatkować ..Wiem, moje słowa są brutalne, ale wynikają z moich obserwacji, a czy o to w tym wszystkim chodzi? Żeby żyć tak jak „trzeba” ? Nie rozumiem osób, które zamierzają się pobrać, a zupełnie nie skupiają się na sobie, na swoich własnych pragnieniach, tylko chcą zadowolić wszystko dookoła.

Wiem też, że są takie osoby, które są po prostu zagubione. Nie wiedzą jak to wszystko ogarnąć, i przez ten stres, po prostu wybuchają. Zapominają o sobie. Ale też trochę rozumiem tę ślubną nagonkę, bo jednak każdy chce by ten dzień był wyjątkowy, każdy chce zrobić wszystko po swojemu. Każdy komu naprawdę zależy. Wtedy kiedy ma się tyle spraw na głowie, wcale nie jest trudno o kłótnię.. I nie ma w tym nic złego czasem się pokłócić, nie znam pary, która się nie kłóci. Tylko dobrze by było się w tych kłótniach nie zatracić.

My mamy to ogromne szczęście, że w większości spraw się zgadzamy, więc nie jest nam trudno dokonywać wyborów. To chyba dobry znak. Gorzej jak narzeczeni mają zupełnie odmienny gust. Ale najważniejsze w tym wszystkim nie zapomnieć o tym po co to wszystko.. 😉

No i powiem Wam, że tak jak w niektórych przypadkach rozumiem narzeczeńskie kłótnie, tak w innych zupełnie nie mogę pojąć. Czasami nie chce się aż na to patrzeć, bo można by już zacząć odliczać dni do rozwodu… rozwodu przed ślubem. Czy nie lepiej czasami odpuścić? Przestać być egoistą, przestać chcieć podporządkować sobie tę drugą osobę? Może warto jednak pójść na kompromis, postawić miłość ponad wszystko.

Wiem, że pewnie wiele z Was pomyśli, że przesadzam. Być może.. a może też wcale nie 🙂

Podsumowując..

To co chciałam Wam przede wszystkim przekazać to to, by nigdy nie stawiać rzeczy materialnych ponad drugą osobą, ponad człowiekiem.

Wiecie, bo w głębi serca wierze, że jest też sporo takich osób, którzy robią wszystko w zgodzie ze sobą, ze szczerego serca, szanują siebie nawzajem, a małżeństwo jest tylko dopełnieniem tego co ich łączy, ich dalszą wspólną drogą. Nie celem, po którego osiągnięciu nagle czar pryska. Nie złudzeniem, schematem. Wierzę, że istnieje jeszcze taka miłość. Jeśli akurat jesteście na etapie przygotowań… pozwólcie sobie na chwilę oddechu. Powiem wam, że warto się na chwilę zatrzymać, zastanowić, po co Nam to wszystko? Czy robimy to dla siebie? Jeśli tak to super! Byle pamiętać o sobie na co dzień, a nie tylko od święta. Cieszyć się z tego czasu przygotowań jak najmocniej, zamiast wszczynać kłótnie. On szybko minie. Jak każdy dzień. Wszystko jest ulotne, te materialne rzeczy najbardziej, więc trzeba umieć wyznaczać sobie priorytety. Nawet jeśli nie wszystko idzie tak jak to zaplanowaliśmy, trzeba pamiętać, że prawdziwy scenariusz tej imprezy napisze Nam życie. I z pewnością nawet jeśli nie obejdzie się w nim bez pomyłek, drobnych błędów, będzie to piękniejszy scenariusz niż ten pisany przez człowieka 🙂

See you ! ♥