Kiedy „KIEDYŚ” staje się jutrem

Dzisiaj chyba bardziej odpowiednia pora na moje pogadanki. Zazwyczaj publikuję posty w ciągu dnia, ale wieczór jest chyba odpowiedniejszą porą. Na pewno jest Was tutaj więcej.. Nic dziwnego. Wieczór do chyba jedyny moment w ciągu dnia kiedy każdy ma chwilkę dla siebie. A skoro tu już jesteście, to miło mi, że poświęcacie ją właśnie na czytanie tego tekstu. 🙂

Zmiany

Chciałabym Wam dzisiaj o czymś opowiedzieć, bo muszę przyznać, że ostatnio wzięłam się trochę za siebie, mam więcej motywacji do działania – co przekłada się na to, że coraz częściej mnie tutaj widzicie. Co prawda nie zawsze tak jest, że same chęci mi wystarczają, bo nie raz odkładam swoje pasje i przyjemności na rzecz spraw koniecznych do zrobienia, a jak się domyślacie w ostatnim czasie mamy ich sporo. Mimo to czuję się jakbym napiła się bardzo mocnej kawy i nabrała rozpędu, i dobrze mi z tym. Jednocześnie sporo we mnie przeciwności, bo mam też takie uczucie, że powinnam przeczekać pewien etap, dać sobie czas na zrealizowanie jednych rzeczy, żeby móc za jakiś czas dać upust kolejnym moim marzeniom i planom. Ale nie chcę już czekać. Uwierzcie, że to jest trudne. Mam od kilku miesięcy poczucie, że doba jest dla mnie za krótka, a moja głowa mieści za mało informacji, choć wydawało mi się, że przetwarza ich miliony. Najgorsze jest to myślenie – „muszę to… muszę tamto” . O ile jestem szczęśliwsza gdy odhaczam kolejne zadania gdy są zrobione, niż myślę o tym kiedy je w końcu dokończę. I chcę dążyć do tej satysfakcji z tego co udało mi się zrobić, a nie martwić się tym ile jeszcze „miałam” do zrobienia.

Ze względu na Ślub odłożyliśmy na bok wiele ważnych dla nas kwestii, a wiele z nich jest również ciągle w toku. Zdecydowaliśmy się nie brać na siebie zbyt wiele, bo wolimy zrobić coś porządnie, niż pobieżnie. A też ciężko żyć ciągle z głową przepełnioną obowiązkami. Jak brakuje czasu i robimy coś w stresie nie trudno o błędy, pewnie sami wiecie. A w niektórych sprawach nie ma miejsca na błędy.

Moje marzenia

Obecnie okres „po ślubny” to jest dla mnie teraz totalna fikcja. Teraz nasz grafik jest totalnie napięty, a co będzie po ślubie? Nie będzie już latania z dokumentami, nie będzie planowania, wybierania, chyba wrócimy do naszej codzienności. Lubię o tym myśleć. Napawa mnie to siłą na kolejne tygodnie. Pozwalam sobie czasem na to by pomarzyć chwilę o tym jak bym chciała, żeby wyglądało nasze życie po ślubie.

Już Wam pewnie mówiłam nie raz, ale powiem kolejny. Przede wszystkim chcę zwolnić. Maksymalnie jak się da. Wyciskać jak najwięcej z każdej minuty. Cieszyć się z drobnych rzeczy, z każdej chwili.

Ale gdybym miała tak zamknąć oczy i na maksa się rozmarzyć… to przeniosłabym nas do jakiegoś ślicznego dużego domku, gdzieś na pograniczu miasta i wsi, dużo drzew, i kwiatów.. peonie, róże, świeże owoce.. Huśtawki i hamaczki, koniecznie ! W każdym pomieszczeniu.. Drewno, biel, szarości i beże. Na podłodze piękne mozaiki. Bose stopy i gorąca kawa na Naszym ogromnym tarasie, na hamaku oczywiście 😉 Jakaś dobra książka i butelka wina. Wspólne wycieczki, po Polsce i za granicę, na dzikie plaże i rajskie wyspy. Wycieczki rowerowe, do lasu i na plażę. Kino domowe podwórkowe .. tak ! Wielki ekran pod drzewem, i leżaczki na paletach. Miękkie fotele i dużo poduszek. Ciepły koc i herbata.. Tupot małych stópek biegnących w Naszym kierunku J Pies do towarzystwa – najlepszy przyjaciel człowieka. Wspólne gry planszowe, wspólne karaoke, głośny śmiech, dom pełen ludzi. Rodzina, najlepsi przyjaciele.. Częste spotkania, wspólne obiady.. i grill.. Wspólne święta. Choinka duża, piękna zielona, ubrana na czerwono i złoto tak jak lubimy najbardziej.. Mikołaj, ten oszukany, ale dający radość i dziecięce wspomnienia, śnieg za oknem i sanki. Ciepłe kakao na ogrzanie i ciastka na osłodę. Pieczone w bajecznie pięknej kuchni, razem, Mąż i Żona, za 20 lat, z tym samym poczuciem humoru, uśmiechem na twarzy. Sielanka.

Pewnie niektórzy powiedzą… no tak, ale życie to nie tylko „sielanka”. Jasne… Ale czy nie lepiej myśleć i o tym, że tak właśnie może być, do tego dążyć? Nadejdą i te złe chwile, ale kiedy jest to co wyżej, jest prawdziwa miłość, to żadne kłody rzucone nogi nas nie zniszczą – to my je zniszczymy.

No ale, póki co zejdźmy na ziemię.. 🙂

Moje plany

Jak to kiedyś do mnie mówiono w dzieciństwie – nie wszystko na raz. A ja jestem z tych niecierpliwych, którzy albo wszystko, albo nic. Nie lubię być gdzieś po środku i cierpliwie uczę się pokonywania kolejnych etapów zanim coś osiągnę. Jest to dla mnie trudne, bo nie raz już rzucałam wszystko i mówiłam, że to bez sensu, a potem się okazywało, że jednak miałam spore szanse.

Wytrwałość to coś czego mi brak, ale zamierzam nad tym pracować .

A więc po kolei, zanim zamieszkam w moim pięknym domu z ogrodem i będę robić co tylko dusza zapragnie..

Chciałabym bardzo spróbować kilku rzeczy, móc coś przetestować. Podzielę się z Wami kilkoma z nich, tymi najbardziej wymagającymi pracy.

Zamieszkać nad morzem – ciągnie mnie tam już od dawna, zupełnie inny klimat, i moje ukochane miejsce tak blisko, nigdzie nie odpoczywam tak jak nad morzem, wsłuchując się w jego szum, patrząc na horyzont, chciałabym spróbować, zobaczyć jak by mi się tam żyło, kto wie.. 

Założyć własną firmę – uczynić moją pracę moją pasją, robić coś w radością i z przyjemnością, nigdy nie czułam się powołana do pracowania dla kogoś, lubię rządzić sama sobą (i innymi także :D), więc dla mnie to jedyne wyjście, mam już pewne pomysły, ale pozostaną one moją tajemnicą na jakiś czas.

Rzucić pracę na etacie – ten punkt trochę nawiązuje do poprzedniego, ale stwierdziłam, że go wyodrębnię, mało kto w to wierzy, ale tak serio to ja nienawidzę pracować w korpo.

Zrobić kurs fotograficzny – niekoniecznie ma to związek z pierwszym punktem, ale dla samej siebie.. tak po prostu, lubię robić zdjęcia, jeszcze bardziej lubię je gromadzić, przeglądać, są dla mnie wspaniałą pamiątką, chciałabym kiedyś w niedalekiej przeszłości nauczyć się jak je robić profesjonalnie, tak by były chociaż zadowalające, nie muszą być wybitnie dobre.

Nauczyć się ładnie malować (twarzy i paznokcie) – serio.. totalnie się na tym nie znam, może nie wychodzi mi to tragicznie, ale dajcie mi cienie do powiek i pędzelek a zrobię sobie krzywdę 😀 chciałabym nauczyć się ładnego, delikatnego, codziennego makijażu, ale też nauczyć się robić hybrydę na paznokciach, robię je często i nie wyobrażam sobie nie mieć pomalowanych paznokci, ale fajnie byłoby móc robić to w razie potrzeby w domowym zaciszu, pewnie to nic trudnego 😉

Daję sobie na to wszystko określony czas, żeby nie było, że zapisuję to w kalendarzu pod rubryczką z napisem „kiedyś”. Nic z tych rzeczy. Kiedyś znaczy dla mnie – nigdy. Wolę już coś umiejscowić w czasie i się ewentualnie nie wyrobić i przesunąć cel o kilka dni (miesięcy) niż mówić … Noo może kiedyś !

Wiecie..

Fajnie jest próbować różnych, nowych rzeczy. I nie jest to wniosek, który wyciągam sama z siebie. Nauczyła i wciąż uczy mnie tego bliska mi osoba.  Fajnie jest testować i poznawać siebie samego. Ja wciąż się siebie uczę i odkrywam swoje prawdziwe JA. Na co dzień często ulegamy wpływom, gramy swoje role, rzadko mamy czas zastanowić się nad prawdziwym sobą, nad tym kim tak naprawdę jesteśmy i czego chcemy od życia, ale jedno jest pewne – warto.

Dajcie znać jakie Wy macie pomysły na siebie, i na swoją przyszłość.. tą najbliższą 🙂