Co zrobiłabym inaczej? O poszukiwaniach mojej sukni ślubnej

Gdybym umiała cofnąć się w czasie kilka miesięcy i gdzieś tam spotkać siebie samą, byłoby kilka rzeczy, które miałabym sobie do powiedzenia. Pewnie znając mnie nie chciałabym słuchać żadnej z tych rad, twierdząc, że nikt mnie nie rozumie. Jednak byłoby warto…

Szczęście

Dwa tygodnie temu zamówiłam moją suknię ślubną. Wciąż są takie chwile, że mam wątpliwości czy “na pewno to ta?” Przed dalszym przeglądaniem sukni ratuje mnie wpłacona zaliczka. Mimo wszystko jak na nią patrzę to podoba mi się. A kiedy nachodzą mnie większe wątpliwości przypominam sobie jak dobrze się w niej czułam, jak w żadnej innej, gdy po raz pierwszy ją założyłam. To wyjątkowe uczucie, chyba właśnie takie uczucie towarzyszy przyszłej Pannie Młodej gdy trafi się na swój ideał.

Moja suknia prawie całkowicie odbiega od moich pierwszych wyobrażeń.

Nie jest taka jak chciałam, ale też nie jest taka jakiej nie chciałam, zatem pozostaje tak pomiędzy. I to jest chyba mój złoty środek.

Od początku bardzo zależało mi na sukni z długimi rękawami i odkrytymi plecami. Góra miała być koronkowa, a dół całkowicie prosty. To było moje pierwsze wyobrażenie, gdy oczami wyobraźni przenosiłam się przed ołtarz, widziałam siebie w takiej właśnie sukni stojącą u boku ukochanego. Długi welon – to kolejny element, który koniecznie chciałam mieć. Ostatecznie zdecydowałam się na krótki, ze względu na tren, który ma moja suknia. Myślę jeszcze czasem nad długim welonem, bo ma on swój urok, ale w razie gdybym się zdecydowała to po prostu go dokupię.

Nasz ślub i wesele bardzo chciałam utrzymać w delikatności i subtelności. Kolorystykę, dekoracje, kwiaty, a więc także suknie ślubną. Myślę, że ostatecznie mi się to udało, ale to będziecie mogli ocenić za kilka miesięcy.

Niestety nie będę mogła Wam pokazać mojej sukni ślubnej, ponieważ mój najwierniejszy czytelnik jest jednocześnie moim narzeczonym, a nie chciałabym, żeby zobaczył ją przed Ślubem.

Mogę za to polecić Wam salon, w którym ją zamówiłam, przynajmniej na tym etapie, na którym jestem wydaje mi się on godny polecenia. Obsługa w sklepie – z lepszą szczerze mówiąc się nie spotkałam. Cały ten czas przymiarki minął mi bardzo szybko, ze względu właśnie na wspaniałą atmosferę. Salon również wystrojem zachęca by tam zajrzeć. Mogę też śmiało powiedzieć, że wszystkie suknie w tym salonie mają w sobie “to coś” . Są nowoczesne, delikatne i bardzo kobiece. Wybór jest na prawdę spory, a jednocześnie salon daje możliwość modyfikacji gotowych już projektów, więc w przypadku gdy jakiś szczegół nas uwiera, a suknia nam się podoba, możemy wprowadzić jakieś zmiany.

Nie wiem jak dalej będzie wyglądała nasza współpraca, ale czuję, że będzie tak jak dotychczas i wszystko będzie układało się pomyślnie.

Salon, o którym mowa to Be Mine – by Maja Florkiewicz w Warszawie.

Zajrzyjcie, bo na prawdę warto 🙂

Początki

Teraz już spełniona, mogę Wam opowiedzieć jak wyglądały moje poszukiwania na samym początku. Cofnijmy się kilka miesięcy wstecz .. 🙂

Zacznę od tego, że zaczęłam szukać ZA PÓŹNO. Myślałam, że mam jeszcze dużo czasu i że nie będę miała żadnego problemu ze znalezieniem sukni. Z błędu w porę wyprowadziła mnie moja manicurzystka, która dała mi do zrozumienia, że to już ostatnia chwila na podjęcie decyzji. A ja nawet nie zaczęłam szukać !

Szybko się obudziłam i kilka dni później wybraliśmy się z narzeczonym na poszukiwania sukni. Efektem tego były 4 przymierzone sukienki w jednym (!!!) salonie. Niestety droga tam/powrót zajęła nam tyle czasu, że nie byliśmy w stanie odwiedzić więcej salonów, tym bardziej że nie mieliśmy żadnego na oku. Pocieszające było to, że jedna suknia szczególnie przypadła mi do gustu i to właśnie ona miała być tą awaryjną suknią, którą zamówię jeżeli nic innego nie znajdę.

Tydzień później, trochę douczeni doświadczeniami poprzedniej soboty ułożyliśmy sobie plan salonów z okolic, które chcemy odwiedzić uwzględniając dogodną kolejność. Po drodze okazało się ze 7 na 10 z nich to był totalny niewypał. Nie znalazłam w nich nic dla siebie, ponieważ sukienki z wystawy zupełnie mi się nie podobały więc nawet nie pokusiłam się o przymierzenie którejś. Po odwiedzeniu kolejnych trzech salonów i znalezieniu kilku modeli wartych przymierzenia humor nieco mi się poprawił, ale i traciłam nadzieję. Kolejne salony odwiedzaliśmy już poza planem, bo zostało nam trochę więcej czasu niż się spodziewaliśmy. Bilans dnia był taki, że wiele sukien przymierzyłam, ale żadna nie skradła mojego serca. 🙁

Kilka dni później podobna historia – tym razem do salonów wybraliśmy się samochodem, a nie komunikacją miejską. Całe szczęście bo zaoszczędziliśmy trochę czasu. Było kilka ciekawych modeli i po drodze zdążyłam też przymierzyć drugi raz pierwszą suknię, która mi się podobała w pierwszym salonie, w którym byliśmy. Ale i tutaj podobnie jak poprzednio. Nic z tego ..

I historia tak mogła powtarzać się w kółko i w kółko, gdybym tylko miała tyle czasu. Przymierzyłam masę sukienek, jeszcze większą ilość przejrzałam w katalogach/w internecie/ na wystawach sklepowych…

Któregoś dnia mając już na prawdę niewiele czasu wybrałam się z moją chrzestną do dwóch salonów. Zdecydowałyśmy odwiedzić się je po pracy więc nie miałyśmy też za dużo czasu na zastanawianie się i przebieranie w sukniach. Dwa/trzy modele, szybka przymiarka i idziemy dalej. I co? Dalej nic! W drugim z salonów, który odwiedziłyśmy Pani ekspedientka wyczuła chociaż czego szukam, mimo że takich sukienek w ogóle nie posiadała. Poleciła nam odwiedzić salon sukien ślubnych swojej córki. Zachęcając wręczyła mi ulotkę, którą bez większego wzruszenia schowałam do torebki.

Straciłam nadzieję, chciałam jechać już po pierwszą suknię, która mi się spodobała, chociaż nie czułam się w niej do końca dobrze.

Całkowicie zrezygnowana, któregoś dnia wyjęłam tę ulotkę, która tkwiła w mojej torbie dobrych kilka dni. Stwierdziłam, że co mi szkodzi… I tak już jestem w takim momencie, że muszę się chwytać wszystkiego. Postanowiłam, że zajrzę przynajmniej na ich stronę internetową obejrzeć suknie i zorientować się czy to faktycznie ten styl, którego szukam. Przeglądając kolejną i kolejną suknię, nagle się zatrzymałam na dłużej i przestałam przewijać. Trwało to kilka minut, przyglądałam się. Sama nie wiedziałam czemu, ale jedna z sukien przyciągnęła mój wzrok. Pomyślałam, że może skoro się już zatrzymałam, to może warto jednak tam pojechać i ją przymierzyć? Nie pokładałam w tym wielkich nadziei, bo na prawdę nigdy mi się nie zdarzyło, żeby suknia, która spodobała mi się na modelce z katalogu wyglądała dobrze na mnie.

Parę dni później pojechałam tam. Obiecałam sobie, że to będzie już ostatni salon, który odwiedzę. Wiedziałam, że to nie ma sensu, bo czym więcej oglądam tym trudniej mi się zdecydować. Do salonu wybrałam się tym razem sama. Całą drogę bardzo się stresowałam, właściwie nie wiem dlaczego. Chyba po prostu bałam się kolejnego rozczarowania. Panie w salonie przyjęły mnie wyjątkowo ciepło, serdecznie, ale nie sztucznie. Było widać, że to co robią to ich pasja, i że wkładają w swoją pracę swoje serce. Chętnie podawały mi przeróżne suknie, było ich sporo, nie miałam żadnych ograniczeń, czułam się swobodnie. Poprosiłam w końcu o ten model, który znalazłam na stronie. Widziałam, że trochę mniej chętnie mi go podawały nauczone doświadczeniem, że mało która Panna Młoda wygląda dobrze w sukni, którą sobie wybrała ze zdjęć. W momencie kiedy ją założyłam, chyba wszystkie we trzy byłyśmy  szoku. Zakochałam się, przepadłam, rozpłynęłam.. A temu wszystkiemu towarzyszyła moja ukochana piosenka w tle! To musiał być znak ! Zwariowałam, byłam gotowa zamówić ją choćby zaraz. Nigdy wcześniej nie poczułam się tak dobrze, tak pięknie. Panie zasugerowały, żebym odczekała z decyzją, chociaż do następnego dnia i upewniła się, że to na pewno ta. Tak jak mi poradziły, tak zrobiłam, poczekałam nawet dłużej, bo tydzień. Moja miłość nie zmalała. Gdy założyłam ją po raz drugi czułam to samo. Ogromnie szczęśliwa podpisywałam umowę.. Tak szczęśliwa jakbym życzyła każdej przyszłej PM 🙂

Moje poszukiwania zakończyły się sukcesem, co napawa mnie radością każdego dnia.

Gdybym mogła udzielić sobie kilku rad na początku tej drogi, by ją po prostu umilić powiedziałabym sobie..

  1. Zacznij wcześniej….powinnam dać sobie czas, żeby na spokojnie móc poodwiedzać różne salony i mieć chwilę na spokojne złożenie zamówienia. Ale też nie mieć za dużo tego czasu, żeby niepotrzebnie nie przeciągać tego w nieskończoność. Uważam, że mogłam zacząć te 10 miesięcy przed ślubem, jak tylko ustaliliśmy datę. Salony najczęściej przyjmują zamówienia minimum pół roku przed ślubem, a najlepiej nie liczyć już w tym miesiąca ślubu. Myślę że tak 3 miesiące na spokojne szukanie sukni i wybranie tej jedynej byłoby akurat. Spędzanie całego dnia na chodzeniu po salonach jest na prawdę męczące, a kiedy robi się to w każdą sobotę i jeszcze w ciągu tygodnia to przestaje to być po prostu przyjemne.
  2. Stwórz plan … być może zauważyliście, że moje poszukiwania mimo, że okazały się być owocne to były baaardzo chaotyczne. Gdybym miała sobie coś poradzić to właśnie stworzenie planu.. Ale takiego porządnego. Najpierw przejrzałabym strony internetowe firm, które mnie zainteresowały i sprawdziła czy na pewno szyją suknie w stylu, który mnie interesuje. Później być może wybrałabym kilka przykładowych modeli na podstawie , których ktoś w salonie mógłby też zaproponować inny , podobny model. Zorientowałabym się w przedziałach cenowych firm, które mnie zainteresowały.. One potrafią być na prawdę bardzo różne, a jak wiadomo większość osób ma ustalony jakiś konkretny budżet. Ponadto stworzyłabym jakąś “trasę” po której będę się poruszać, tak żeby było najwygodniej. Takie uporządkowanie oszczędziłoby też dodatkowego stresu.
  3. Wyluzuj …. kiedy za bardzo się skupiasz na tym jaka ta suknia ma być i czym bardziej ją sobie wyobrażasz tym chyba gorzej… ja się bardzo przejmowałam, stresowałam i denerwowałam, że NIGDZIE  nie ma tej mojej sukni… ano nie ma, bo nikt mi kurde w myślach nie przeczytał i nie uszył takiej jaką sobie wymyśliłam… Cóż w tym dziwnego? Ale może ktoś właśnie uszył lepszą niż sobie to wymyśliłaś?
  4. Nie odrzucaj z góry …. chyba każda PM choć raz to zrobiła – odrzuciła czyjąś propozycje, nawet jej nie rozważając. Jeśli faktycznie wiesz, że NA MILION PROCENT ona Ci się nie podoba to okej, ale jeśli po prostu nie jesteś do końca przekonana to tak czy inaczej przymierz.. Na Tobie suknia będzie wyglądać inaczej niż na manekinie, może właśnie lepiej. A może być też na odwrót. W głowie zawróci Ci suknia, którą widzisz na wystawie, a gdy ją założyć okaże się totalną katastrofą. Daj szansę, nie przekreślaj z góry.. Przymierz 🙂
  5. Zabierz kogoś ze sobą… przyjaciółkę lub kogokolwiek innego, tylko nie Pana Młodego. Ja na początku chciałam, żeby to PM był obecny i przyczynił się do wyboru sukni, ale ostatecznie wybrałam ją właściwie sama i cieszę się , że nie było wtedy przy mnie PM. To na prawd fajne i magiczne móc zobaczyć siebie nawzajem w dniu ślubu.. Późno to dostrzegłam, ale cieszę się, że w ogóle. Wcześniej nie przeszkadzało mi to, że pokazuje się mu w różnych suknia. Ale wiecie.. szkoda zabierać sobie taką okazję, bo to już się raczej nie powtórzy. To oczekiwanie na siebie nawzajem, na swoje reakcje, pierwsze spojrzenie, tworzy się wtedy wyjątkowy klimat.. ♥

 

 

Spodobał Ci się post? Udostępnij

Dodaj komentarz