Dziecko,  Lifestyle

Jak chciałabym wychować swojego syna?

Mam dwadzieścia trzy lata, w tym roku skończę dwadzieścia cztery. Mam wspaniałego męża, cudownego syna. Do szczęścia brakuje mi właściwie już tylko swojego miejsca na ziemii.. Mam to o czym marzyłam od bardzo, bardzo dawna… Pierwszy raz zamarzyłam mając lat siedemnaście. Marzyłam o rodzinie, cieple rodzinnego domu, dziecku.. Przecież sama byłaś dzieckiem – pomyślicie. Myślę, że jak na tamten czas i na ten wiek, byłam bardzo dojrzała. Już wtedy wiedziałam czego chcę od życia i często o tym śniłam, a teraz śnię mój sen na jawie.

Zacznijmy od początku

Dokładnie w 2013 roku trafiłam na niezbyt popularnego bloga (zresztą wtedy blogosfera dopiero się rozwijała) Makóweczki. Nie pamiętam nawet jak dokładnie to się stało, ale od tego momentu uwielbiałam na niego zaglądać. Marlena, Wojtek i dzieciaki to był dla mnie taki wzór rodziny, patrząc na nich wiedziałam, że też tak chcę i tak siebie widzę za kilka lat. Zazdrościłam, ale tak bardzo pozytywnie. Od samego początku w większości tematów bardzo zgadzałam się z autorką bloga. Nie mając własnych dzieci czytałam jej wpisy odnośnie wychowania z ogromną przyjemnością, właśnie dlatego, że tak bardzo były zgodne z tym co mi w sercu gra. Podziwiałam ją za to jaką jest wspaniałą kobietą i matką! Być może gdybyśmy się kiedyś spotkały byłaby moją kolejną bratnią duszą w wersji żeńskiej 🙂 To właśnie wtedy po raz pierwszy, trochę nieświadomie, zdecydowałam jaką drogę w wychowaniu mojego dziecka wybiorę.

Nareszcie jesteś

Leży obok mnie, tak maleńki, kruchy, delikatny, piękny.. A ja nie mogę się nacieszyć tym widokiem i tym zapachem. Wiele miesięcy oczekiwania, troski o tę drobną istotkę.. I nagle jest, prawdziwy i tuż obok mnie. Jest chwilę przed północą, wycieńczona porodem leżę na szpitalnym łóżku, nie mogę zasnąć.. Patrzę na mój cud, jak pięknie śpi, jak pięknie oddycha, jak cudownie porusza rączką przez sen. Prawdziwy cud. Myślę jedno… Nareszcie jesteś Synku <3 Jest trzynasty dzień lipca, najszczęśliwszy trzynasty. Rozpoczyna się moja najpiękniejsza przygoda w życiu..

Nareszcie pojawił się na świecie, a w mojej głowie z każdym miesiącem coraz więcej planów, ale i pytań.. Moje myśli wieczorami krążą gdzieś po przyszłości. W jakim świecie będzie żył mój syn? Jakim będzie człowiekiem? Czy będzie szczęśliwy? Chciałabym, żeby był, dlatego zrobię wszystko.. 🙂 Cała masa pytań bez odpowiedzi, znacie to prawda? Może nie myślicie o tym między jedną zmianą pieluchy a drugą, ani nawet między karmieniem, ani podczas tego gdy dziecko płacze i nie wiecie jak dać mu ukojenie. Jednak są takie chwile, przychodzą niespodziewanie..

Już wiem!

Marlenę poznałam wiele lat temu, ale ona już zawsze będzie moją inspiracją w kwestii wychowania dzieci.. Jaką chcę być mamą dla mojego dziecka? Taką, która daje mu poczucie bezpieczeństwa, daje mu swoje zaufanie, pomocną dłoń zawsze gdy tego potrzebuje, zrozumienie. Chcę być mamą, która będzie zawsze przyjacielem, do której nie strach przyjść z najgorszym problemem, z którą można się powygłupiać, ale też w którą można się wtulić i popłakać w ramię. Nie dużo czasu zajęło mi uświadomienie sobie tego jak chcę wychować Jasia, to przyszło tak naturalnie, choć też nie w stu procentach.

Wiele czytałam na temat wychowania, studiowałam pedagogikę i uważam, że jednak warto mieć chociaż niewielkie pojęcie o funkcjonowaniu małego człowieka. Nie powierzę mojego dziecka tylko i wyłącznie mojej intuicji. Chcę się uczyć, chcę zdobyć wiedzę i mieć nowe przemyślenia. To czego nie chcę to zatrzymać się w miejscu, chcę iść z duchem czasu. Wiele osób uważa, że czytanie książek o wychowaniu to coś zbędnego, bo przecież „nikt mi nie będzie dziecka wychowywał”, albo „nie potrzebuje żadnych rad ja najlepiej wiem co dla mojego dziecka jest najlepsze” . W tej kwestii mam trochę odmienne zdanie, ponieważ dla mnie czytanie poradników i książek ma mnóstwo zalet i ma ogromny sens! Jednak tylko wtedy, gdy zachowujemy przy tym kawałek swojego serca, zdrowy rozsądek i nie robimy wszystkiego od deski do deski, tak jak napisali w poradniku 🙂

Wychowanie

Na czym mi zależy w wychowaniu Syna? Jakim chciałabym, żeby był człowiekiem? Marzy mi się wychować Syna, na osobę szczęśliwą, pewną siebie, z dobrym sercem, uczynną, życzliwą dla innych, kulturalną, serdeczną. Chciałabym, żeby miał szacunek do drugiego człowieka, potrafił wyciągnąć bezinteresownie pomocną dłoń, żeby potrafił dzielić się tym co dobre. Chciałabym, żeby umiał postawić na swoim, nie dał się nikomu skrzywdzić, umiał powiedzieć „nie” kiedy będzie taka potrzeba. Byłoby wspaniale gdyby miał swoje własne zdanie, potrafił o nim mówić oraz dążył wytrwale do swoich celów, nie pozwalając by inni podrzucali mu kłody pod nogi. Myślę, że w dzisiejszym świecie to wszystko to bardzo ważne cechy, dlatego tak bardzo chciałabym, żeby mój Syn je miał.

Jak zamierzam do tego dążyć? Co jest dla mnie najważniejsze w wychowaniu? Jak do tego podchodzę? Otóż główna zasada, którą się kieruje jest taka, że dziecko to też człowiek, tyle, że mały. Tak samo należy mu się szacunek, zrozumienie, współczucie i wiele innych. Jeśli nie potrafię go zrozumieć, albo mnie czymś wkurza próbuję postawić się na jego miejscu i to w większości przypadków działa. Dajmy taki przykład. Leży sobie niemowlaczek w łóżeczku sam, długo nie ma mamy, zaczyna płakać. Wkurzasz się, myślisz sobie – znowu nie mogę nic zrobić! nawet przez chwilę się sobą nie zajmie.. A co myśli sobie nasz bobas? Gdzie ja jestem? Tak tu pusto, zimno.. Chyba zgłodniałem, mamo chcę jeść. Gdzie jest mama? Maaaamooooo przytul mnie! Boję się ! Zniknęłaś? Gdzie jesteś? Mamo!

Mały człowiek

Odkąd urodził się Jaś, cały czas staram się myśleć o jego potrzebach, o tym co czuje, co może myśleć, czy czegoś mu nie brakuje.. Cały czas analizuję dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Bardzo często wyjaśnienie jest prostsze niż się wydaje. A jeszcze prościej robi się gdy dziecko rośnie, przynajmniej według mnie 🙂 Dziecko ma zupełnie inny tok myślenia niż dorosły, często logiczniejszy. Mam zamiar zawsze podchodzić do Jasia po prostu jak do człowieka. Ważne będzie dla mnie jego zdanie, jego potrzeby. Będzie mógł dokonywać samodzielnych wyborów, będzie mógł próbować nowych rzeczy, doświadczać. Zamierzam tłumaczyć mu wszystko, zamiast podnosić głos, nie uznaję przemocy, nawet tej psychicznej, a granica jest cienka. Nie zamierzam nim rządzić, pokazywać mu swojej władzy, bo nie jest moją własnością. Nie uznaję zasady „nie, bo nie” , „bo tak mówię i koniec” . Zamierzam używać prawdziwych, sensownych argumentów.

Bycie sobą jest piękne

Mówi się, że „dzieci i ryby głosu nie mają” , nie w naszym domu. W naszym domu wszyscy jesteśmy równi, niczego przed sobą nie ukrywamy. Nie zamierzam zatem chronić go przed całym złem tego świata, ponieważ to nie jest możliwe. Chcę go nauczyć jak poradzić sobie z problemem, a nie go za niego rozwiązać. Prawdopodobnie będę chwalić jego rysunki, bo odziedziczy talent po tacie, ale nie będę mówić, że ładnie śpiewa, kiedy jego głos wcale śpiewu nie będzie przypominać, nie chcę wychować narcyza. Nie chcę by myślał, że jest najlepszy na świecie i jedyny, bo mama tak powiedziała, dlatego, że jak pójdzie do szkoły, może spaść na ziemię i to będzie bolesny upadek. Chciałabym, żeby sam doszedł do tego jaki jest wartościowy, nawet bez cudzych oklasków. I pomogę mu w tym, żeby takie poczucie własnej wartości go nie opuszczało.

Nie nakrzyczę na niego gdy dostanie złą ocenę w szkolę, bo dla mnie oceny nie są żadną miarą wiedzy, niewiele znaczą. Będę wspierać jego prawdziwe pasje i zainteresowania, pielęgnować je. Chcę pokazać mu, że niemożliwe nie istnieje, a ograniczenia są tylko w naszych głowach, chociaż tego pewnie lepiej nauczy go Tata 🙂 Chcę, żeby nie przejmował się tym co ludzie powiedzą, tylko robił swoje, by opinia innych nie miała dla niego zbyt wielkiego znaczenia. Ale tak przede wszystkim to chcę, żeby był sobą, kochał siebie, za to jaki jest, za swoją wyjątkowość, żeby dostrzegł swoje piękno, znał swoją wartość. Nie zaszkodzi też, jak będzie uśmiechał się każdego dnia.. I tym uśmiechem zarażał innych 🙂

Szczęście

Każdy ma swój przepis na wychowanie, ale nie oszukujmy się – cokolwiek byśmy nie robili, nam wszystkim zależy na jednym. Na tym by nasze dzieci miały dobre i szczęśliwe życie, chcemy dla nich przecież jak najlepiej. Jeśli ja za kilkanaście lat spojrzę na Jana i będzie on szczęśliwym człowiekiem, to znaczy, że wszystko się udało, że poszło zgodnie z planem. Nie wszystko musi pójść perfekcyjnie, bo nie da się napisać scenariusza na swoje, ani cudze życie. To takie moje wielkie marzenia, wizualizacje, a po części nawet cele. Będę do nich dążyć i będę szczęśliwa, jeśli uda się je osiągnąć. Tylko tutaj chodzi o coś na prawdę wielkiego, o drugiego człowieka, o całe jego życie. Nie jestem jednak tak wielka, ani ja ani mój mąż. Na pewno wiele cech nasz syn już posiada, kwestia charakteru 🙂 A nie wiem czy wiecie, ale… Jan to mieszanka wybuchowa ! 😀 Cokolwiek nie zrobimy, w którą stronę życie by nas nie poniosło, najważniejsze jest nasze szczęście.

I tego się trzymajmy !

Udostępnij naszego bloga na:

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error

Podoba Ci się ten blog? Wspomnij o nas słówko !

Instagram
RSS