Miłość – nie tylko od święta

Właśnie wczoraj, trochę przypadkiem w święto zakochanych, odebraliśmy nasz reportaż ślubny od fotografa. Muszę przyznać, że to był najlepszy prezent na walentynki jaki mogliśmy sobie wymarzyć. Choć widzieliśmy zdjęcia już wcześniej, kilka razy – inaczej było oglądać je na papierze już w tej ostatecznej formie. Cudownie było wrócić do tego dnia. W końcu był dla Nas tak wyjątkowy..

Nigdy nie lubiłam walentynek. Wydawały mi się totalnie sztucznym świętem i gardziłam tymi, którzy ten jeden dzień w roku postanowili okazywać sobie miłość. Takie miałam do tego podejście. Uważałam to za głupotę. Z czasem zmienił mi się punkt widzenia. Dojrzałam do tego, by móc lubić ten dzień. Doszłam do wniosku, że to przecież nic złego celebrować swoją miłość, pod warunkiem, że nie robi się tego tylko od święta. W tym roku polubiłam ten dzień jeszcze bardziej, już wiecie dlaczego 🙂

Początek nowej wspólnej drogi

Małżeństwem jesteśmy już prawie cztery miesiące. Dzień ślubu był dla Nas pierwszym dniem jakiegoś nowego wspólnego etapu w życiu. Rzadko już myślę o tym co było wcześniej. Staram się skupiać na tym co teraz. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek chcę dbać o ten związek, o uczucia, które nas łączą. Małżeństwo to odpowiedzialność. Wzajemna troska, zaufanie, wzloty i upadki, masa pracy.. Miłość, tak jak już wspomniałam nie tylko od święta, ale każdego dnia. Nie tylko kwiaty, wyjścia do kina, randki w drogich restauracjach i prezenty. Czasami inne gesty mają większą wartość niż jakikolwiek najpiękniejszy prezent.

Wiecie jak wyglądały nasze walentynki? Cały dzień biegałam po mieście, załatwiałam różne sprawy, nie miałam czasu usiąść na chwilę i odpocząć. Chwilę przed powrotem męża odebrałam Nasz reportaż, wróciłam do domu, upiekłam drugą tego dnia tartę z owocami, bo pierwszą podarowałam komuś w prezencie i powitałam mojego męża w drzwiach z kołtunem na głowie, w niezbyt odświętnym ubraniu, w nie do końca posprzątanym domu. Wiecie co powiedział? Że pięknie wyglądam. Może nawet wcale tak nie myślał, ale to był właśnie taki mały prezent, mały gest, który sprawił mi przyjemność, wcale nie mniejszą niż kwiaty. Nie było perfekcyjnie, ale w końcu to nie na tym polega życie, żeby zawsze było idealnie, tak jak w naszej głowie. Nie zawsze musimy mieć wszystko najlepsze i najlepiej. Ja nauczyłam się tego, żeby doceniać właśnie takie chwile, i że każdy dzień jest wart by go świętować.

Wspomnienia

Z uśmiechem na twarzy, chciałabym teraz wspólnie z Wami cofnąć się do 20 października 2018 roku, kiedy to dokładnie w szóstą rocznicę naszego związku, przysięgaliśmy sobie miłość i wierność.

Gdy patrzę na te zdjęcia czuję szczęście, a szczęściem warto się dzielić 🙂

Spodobał Ci się post? Udostępnij

Dodaj komentarz